Dzik jest dziki

Dzik jest dziki, dzik jest zły. Dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka – przestrzegał Jan Brzechwa. No dobrze, ale co robić, gdy spotykamy dzika nie w lesie, lecz w mieście, a w pobliżu nie ma żadnego drzewa? Oto relacja krakowskiej Straży Miejskiej z wydarzeń, które rozegrały się na Klinach niemal dokładnie przed rokiem… 

„Wczesnym rankiem zdenerwowany mieszkaniec ulicy Zakopiańskiej poinformował dyżurnego Straży Miejskiej, że na jego prywatnej posesji grasuje dzik.  Po przyjeździe na miejsce strażnicy zauważyli na sąsiednim podwórku trzy dorodne dziki. Funkcjonariusze zawiadomili mieszkańców o grożącym niebezpieczeństwie. W tym czasie wyraźnie przerażone i zdenerwowane obecnością ludzi zwierzęta próbowały wydostać się z posesji. Zadanie okazało się jednak dla nich zbyt trudne. Dziki w panice wpadły na ogrodzenie i, poranione, wybiegły z podwórka, kierując się w rejon pobliskiej szkoły przy ul. Judyma. Na chwilę zniknęły z oczu strażnikom, ale już po chwili udało się je odnaleźć. Funkcjonariusze, wspólnie z przybyłymi na miejsce pracownikami specjalistycznej firmy, starali się pomóc zwierzętom w bezpiecznym wydostaniu się na pobliskie tereny zielone. 

Bliskie spotkanie z dzikiem zawsze wywołuje emocje. U obu stron. Bliskie spotkanie z dzikiem zawsze wywołuje emocje. U obu stron. Fot. Anna Kaczmarz

Po kilku minutach dwa dziki skierowały się w stronę parku Maćka i Doroty, a trzeci ponownie wszedł na teren jednej z posesji. Tam strażnicy przeżyli chwile grozy, kiedy zaatakował ich szarżujący odyniec. 

Rozpędzone zwierzę wpadło w kolejne obejście, gdzie w ogródku pracowała nieświadoma zagrożenia starsza kobieta. Zaalarmowana przez strażników pospiesznie ukryła się w domu. Biegnący przez jej podwórko dzik przebił siatkę ogrodzeniową i znalazł się przy ulicy Kolejarzy, skąd na szczęście uciekł w kierunku lasu Borkowskiego.” 

W minionym roku do oddziału V Straży Miejskiej Wola Duchacka wpłynęło 12 zgłoszeń, dotyczących dzików znajdujących się w pobliżu siedzib ludzkich. Cztery z nich dotyczyły Klinów. 

- Osiedlamy się na terenach zamieszkanych przez dzikie zwierzęta. Obserwują one rozwój sytuacji, wycofują, ale po pewnym czasie przekonują się, że bliskość człowieka może im wręcz sprzyjać. Po kilku pokoleniach traktują miasto jako swoje naturalne środowisko. Urodzony w mieście dzik w lesie prawdopodobnie zwyczajnie by się zagubił – tłumaczy prof. Henryk Okarma, dyrektor Instytutu Ochrony Przyrody w Krakowie. 

Myszołów i sójka, sfotografowane w jednym z ogródków na Klinach || Fot. Wojciech Majewski

Z punktu widzenia dzikich zwierząt życie w mieście ma liczne zalety. Jest tu cieplej niż na otwartych przestrzeniach, łatwiej o pożywienie, które można znaleźć choćby na osiedlowych śmietnikach, mniej zagrażają drapieżniki. 

„Miejskie” zwierzęta oswajają się z obecnością ludzi. W przypadku ptaków przejawia się to zmniejszaniem tzw. dystansu ucieczki. Niekiedy skraca się on wręcz do zera. To dlatego zdarza się nam niemal potknąć o spacerującego po chodniku gołębia. Dzik, który w lasach unika człowieka i omija go dużym łukiem, w mieście pozwala się podejść na odległość kilku metrów. 

- To niezwykłe, ale stwierdziliśmy, że dziki potrafią cały dzień przesiedzieć w kępie krzaków, rosnącej między pasami ruchliwej dwupasmowej drogi – mówi profesor Okarma. 

Nic sobie nie robią z przejeżdżających samochodów, a w nocy wychodzą pobuszować po okolicy. 

Mieszkańcy Klinów, podobnie jak innych peryferyjnych rejonów Krakowa,  przyzwyczaili się do widoku dzikich zwierząt w swoim sąsiedztwie. Sarny podchodzące tuż pod okna, zrywające się spod nóg bażanty… Lisy, kuny, drapieżne ptaki… W  pamięci właścicieli domów przy ulicy Braci Kiemliczów wciąż żywe jest wspomnienie tragicznego losu młodego koziołka (samiec sarny), który ni stąd ni zowąd znalazł się w jednym z ogródków, w popłochu zaczął przeskakiwać kolejne ogrodzenia i w końcu padł martwy. 

Jednak największe emocje budzą bliskie spotkania z dzikami.  

- Było późne popołudnie. Wracałam ulicą Spacerową z długiej wycieczki rowerowej. Miałam dość, bolał mnie kręgosłup. Zsiadłam na chwilę z siodełka, aby rozprostować kości, gdy nagle zobaczyłam przebiegające tuż obok stadko dzików – opowiada jedna z klinianek. - Ból i zmęczenie natychmiast minęły. Sama nie wiem, jak znalazłam się w domu… 

Na biegnące ulicą dziki natykamy się, wracając samochodem wieczorem z centrum miasta, widzimy je taplające się w kałużach, ryjące w pobliże rosnących na Klinach dębów. Zawsze są to wydarzenia, przyprawiające o przyspieszone bicie serca. 

W ubiegłym roku Instytut Ochrony Przyrody zakończył trzyletni projekt badawczy, którego celem było poznanie zwyczajów krakowskich dzików. W różnych punktach miasta rozmieszczono specjalne klatki z przynętą. Dwie takie pułapki ustawiono na Klinach. Jedną klatkę dopadli złomiarze, do drugiej udało się schwytać dwa dziki. Po zamocowaniu w ich uszach mikronadajników radiowych,  zostały wypuszczone na wolność.  

Ciekawskim bażantom zdarza się zajrzeć do okien domów || Fot. Zdzisław Wydra

Dzięki telemetrii, naukowcy mogli cały czas śledzić trasy przemieszczania się zwierząt. Dziki z Klinów okazały się bardzo mobilne. Lubiły przebywać w okolicach szpitala w Kobierzynie, fortu na ul. Fortecznej, cmentarza przy ul. Zawiłej, ale wybierały się również na wycieczki do Skotnik, na tereny dawnych składowisk odpadów z Solvayu, nawet do Lasku Wolskiego. Bardzo często przekraczały ul. Kobierzyńską. 

Ile dzików ma „krakowski meldunek”? Tego dokładnie nie wiadomo. Pewne wyobrażenie o liczbie przedstawicieli tego gatunku dają informacje Polskiego Związku Łowieckiego. 

- W 2008 r. w ramach normalnej gospodarki łowieckiej upolowano w granicach administracyjnych Krakowa ponad 100 dzików – powiedział nam Janusz Malawski, przewodniczący zarządu okręgowego PZŁ.   

 Do bytowania wystarcza im kilka krzaków. Jako zwierzęta wszystkożerne nie mają kłopotów ze znalezieniem jedzenia. Z natury nie są agresywne, ale w stresie, gdy poczują się zagrożone, potrafią niebezpiecznie zaatakować. Dlatego spotykając dzika zachowajmy spokój, nie próbujmy go przeganiać. W razie konieczności zatelefonujmy po policję lub straż miejską. 

Dzik jest dziki. Nawet ten miejski, urodzony i mieszkający w Krakowie.   

Adam Rymont
(IV/2010)