Latać każdy może
Aby polecieć, najpierw trzeba pobiec. Czasem wystarcza jeden krok, czasem kilkanaście. Początkujący biegną nawet sto metrów i jeszcze po oderwaniu się od ziemi, w powietrzu, przebierają na wszelki wypadek nogami… Taki sprint to nie lada wyzwanie, gdy na plecach dźwiga się czterdzieści kilogramów sprzętu. Marzący o wzbiciu się w przestworza człowiek pokona jednak każdą przeszkodę, zniesie wszelkie wyrzeczenia.
- Często wstajemy skoro świt, aby przed rozpoczęciem pracy zawodowej choćby godzinę czy półtorej sobie polatać – mówi Bartłomiej Cichoń, prezes Małopolskiego Klubu Paralotniowego.
Zrzeszający prawie 40 członków klub w pobliżu obwodnicy autostradowej Krakowa, na pograniczu Klinów i Opatkowic, wydzierżawił dwa hektary łąki, na której zamierza urządzić startowisko dla motoparalotni. O ile pogoda dopisze, zacznie ono funkcjonować na przełomie października i listopada. Teren trzeba skosić, zbronować…
Bartłomiej Cichoń zaczynał do spadochroniarstwa. Ten rodzaj sportu wymagał jednak wyjątkowej cierpliwości. Niekiedy cały dzień spędzało się na lotnisku, aby oddać jeden czy dwa skoki, a bywało, że i żadnego. Z paralotniarstwem jest inaczej.
- Pół godziny rozkładasz sprzęt, a potem masz przed sobą trzy godziny latania.
Dlatego sześć lat temu Bartłomiej Cichoń zmienił kierunek swoich zainteresowań, ostatecznie poświęcając się motoparalotniarstwu, które w porównaniu z klasycznym paralotniarstwem jest mniej uciążliwe i czasochłonne. Latając z napędem, nie trzeba szukać gór, czekać na idealną pogodę. Do startu wystarczy kawałek pustego placu…
Latać każdy może, ale nie od razu. Najpierw trzeba ukończyć 15. rok życia. Potem zapisać się na specjalny kurs (w przypadku małoletnich – za zgodą rodziców). Podstawowy trwa tydzień i kosztuje około 1500 zł. Następnie należy zdać państwowy egzamin, z teorii i praktyki. Po uzyskaniu licencji przychodzi czas na zakup sprzętu. Wyposażenie motoparalotniarza to: napęd, skrzydło, spadochron, kask, radio i nawigacja.
Wśród silników najpopularniejszy jest ten od… opryskiwacza rolniczego. Najtańszy nowy napęd można kupić już za 8500 zł. Ceny używanych zaczynają się od 4000 zł. Nowe skrzydło (najlepsze produkuje jedna z polskich firm) to wydatek co najmniej 5000 zł. Takie z drugiej ręki kosztuje od 1500 zł w górę. Za kask trzeba zapłacić około 500 zł. Za najtańszy GPS – 200 zł. Radio zuboży kieszeń o 200-300 zł.
- Na używany komplet wyposażenia wydamy 8000 – 9000 zł. Motoparalotniarstwo to najtańszy z lotniczych sportów – mówi Bartłomiej Cichoń.
Dwusuwowy silnik motoparalotni jest napędzany zwykłą benzyną z dodatkiem oleju. W ciągu godziny pracy spala 2,5 – 6 litrów paliwa. W tym czasie można przelecieć, zależnie od siły i kierunku wiatru, 20, ale i 100 km. Przy sprzyjających okolicznościach motoparalotniarz na jednym tankowaniu doleci z Krakowa do, powiedzmy, Rzeszowa.
- Motoparalotnia to nie jest jednak środek zwykłego transportu. Rzadko latamy z punktu A do punktu B – zaznacza prezes małopolskiego klubu.
Ulubione trasy krakowskich motoparalotniarzy prowadzą w kierunku Wieliczki, Dobczyc, Niepołomic, Skawiny, Jerzmanowic, wzdłuż Wisły. Generalnie lata się „nad zielonym”, by w razie nieprzewidzianych kłopotów móc bezpiecznie wylądować.
Prędkość maksymalna sięga 60 – 65 km/godz. Z wiatrem – jest wyższa. Dopuszczalny pułap lotu zależy od strefy. Zgodnie z przepisami nie może przekraczać 2950 m. W Krakowie – 700 m. Ze względu na bezpieczeństwo samolotów komunikacyjnych niektóre obszary kraju są niedostępne dla motoparalotniarzy. Taki zakaz obejmuje znaczną część Krakowa.
W Krakowie mamy około 100 paralotniarzy. Najstarszy członek klubu liczy 66 lat, najmłodszy 19. Latać każdy może…
Adam Rymont

