Pan od Chopina
Mieszkańcy
Muzykolog, wybitny znawca życia i twórczości Fryderyka Chopina, autor ponad trzydziestu książek, pedagog, redaktor, wydawca, doktor honoris causa akademii muzycznych w Krakowie i Bydgoszczy, laureat wielu prestiżowych nagród, kawaler m.in. Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski, jedna z najznamienitszych postaci polskiej kultury. Ktoś, komu swoje utwory dedykują Penderecki i Lutosławski. Jeszcze z młodzieńczej pasji botanik, miłośnik gór. A przy tym wszystkim człowiek o ujmującej osobowości. Profesor Mieczysław Tomaszewski, mieszkaniec Klinów.
Umówić się z profesorem Tomaszewskim nie jest łatwo. Tylko spójrzmy na jego terminarz… Drugiego października – zakończenie XI Międzynarodowego Kongresu Semiotyki Muzycznej, podczas którego pełnił funkcję dyrektora naukowego. Szóstego – inauguracja roku akademickiego na Akademii Muzycznej. Nazajutrz promocja książki własnego autorstwa pt. „Muzyka Chopina na nowo odczytana”. Dzień później w Warszawie, posiedzenie Rady Naukowej Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Czternastego – cały dzień wykładów na krakowskiej AM. 16. i 17. października w Katowicach – przewodniczenie jury Międzynarodowego Konkursu Wiedzy o Chopinie „All about Chopin”. Osiemnastego – znowu Warszawa. Dwa dni później – współprowadzenie polsko-włoskiej muzykologicznej sesji naukowej.
Wanda i Mieczysław Tomaszewscy w swoim mieszkaniu na Klinach-Zaciszu. || Fot. Agnieszka Rzymek
Następne kartki są równie szczelnie wypełnione datami spotkań, konferencji, sympozjów, wykładów. Nieźle, jak na kogoś kto właśnie kończy 89. rok życia…
W dniu, gdy zdołaliśmy wreszcie wpisać się do kalendarza wiecznie zapracowanego i zagonionego profesora, też zanotowaliśmy lekkie przesunięcie. Mieczysław Tomaszewski, który właśnie wrócił z kolejnej podróży do stolicy, chciał wysłuchać do końca transmisji z finałowego koncertu XVI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.
Przebrzmiały ostatnie akordy („Dużo wirtuozerii, mało Chopina” – kwituje krótko profesor grę kandydata na następcę Krystiana Zimermana i Marthy Argerich). Jest późny wieczór. Siedzimy w mieszkaniu Mieczysława Tomaszewskiego na Klinach, w pokoju pełnym książek, płyt kompaktowych, fiszek, papierowych teczek, fotografii… Usiłuję spisać choćby najważniejsze dokonania gospodarza, co okazuje się jeszcze trudniejsze niż umówienie się z nim na spotkanie.
- No cóż, gdy człowiek długo żyje i nie siedzi bezczynnie, to coś po sobie pozostawi – zauważa skromnie prof. Tomaszewski.
„Coś”. Ładnie powiedziane… Weźmy na przykład taką, liczącą prawie 900 stron, monumentalną monografię „Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans”, obwołaną „biblią szopenowską”, za którą autor otrzymał Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, nazywaną „polskim noblem”. Albo równie opasły, ekskluzywny album, zatytułowany po prostu „Chopin”, jedno z trzech wydanych w tym roku dzieł profesora. To bynajmniej nie wszystko.
- Siedzę nad Chopinem, ale w międzyczasie napisałem i opublikowałem monografię „Penderecki. Bunt i wyzwolenie” – mówi Mieczysław Tomaszewski.
Bagatela, 750 stron w dwóch tomach…

Mieczysław Tomaszewski z Witoldem Małcużyńskim.
Twórczość Krzysztofa Pendereckiego, to drugi obszar muzykologicznych zainteresowań profesora. Trzecim jest pieśń romantyczna, a czwartym – teoria muzyki. Lista publikacji Mieczysława Tomaszewskiego obejmuje około 250 pozycji. Dodajmy do tego niezwykły, multimedialny leksykon „Fryderyk Chopin. Życie twórcy”, telewizyjny film dokumentalny poświęcony temu genialnemu kompozytorowi, czy kilka cykli muzycznych audycji w Polskim Radiu.
I pomyśleć, że kiedyś zawodowo chciał się zajmować… roślinami, muzykę traktując tylko jako hobby.
*
Mieczysław Tomaszewski urodził się w Poznaniu. Jego ojciec, starannie i wszechstronnie wykształcony nauczyciel, codziennie po obiedzie zasiadał do fortepianu.
- Nie wstawał od klawiatury aż do wieczora. Grał małe utwory wielkich mistrzów – wspomina profesor.
On sam zaczął grać, jak sam mówi, dosyć późno, bo w wieku 10 lat. Uczęszczał do szkół muzycznych, ale jego największą pasją była botanika. Jako licealista udzielał korepetycji… studentom biologii. Potrafił rozpoznać 200 gatunków mchów. Dzięki imponującej znajomości świata roślin miał okazję, rok po roku, spędzić kilka wakacyjnych tygodni w posiadłości Marii Rodziewiczówny w Hruszowej. Zarówno w dworze pisarki, zasiadając u jej boku przy posiłkach, jak i w legendarnej chacie „leśnych ludzi”.
Jednocześnie jednak rodziła się fascynacja Fryderykiem Chopinem, która miała zaważyć na dalszym życiu Mieczysława Tomaszewskiego.
*
1 września 1939 r. zgłosił się ochotniczo do wojska. Dostał przydział do jednostki w Brześciu nad Bugiem. Wyruszył tam pociągiem, ale od Wrześni, po zbombardowaniu szlaku kolejowego, musiał kontynuować podróż pieszo. Do miejsca przeznaczenia dotarł 17. września. Od razu wpadł w ręce Armii Czerwonej, która w Brześciu zjawiła się kilka godzin wcześniej. Koło Baranowicz szczęśliwie udało mu się uciec z transportu. Do domu wracał na piechotę, w ciągu paru tygodni przemierzając – tam i z powrotem – 1200 km. Po drodze nie mógł nie wstąpić do Żelazowej Woli.
- Dworek Chopina był opuszczony i zabałaganiony. Najpierw zabrałem się do sprzątania, a potem usiadłem przy fortepianie. Moim jedynym słuchaczem był jakiś pies, owczarek niemiecki – opowiada profesor.
Okupację spędził w Wielkopolsce, jako pracownik leśny i rolny. W majątku pod Wrześnią asystował przy cieleniu się każdej krowy.
Po wojnie studiował polonistykę i muzykologię. Z kariery artystycznej zrezygnował:
- Jako muzykolog nie potrafiłem uprawiać pianistyki mając świadomość, że gram Chopina gorzej, niż należy.
Pięcioletni wojenny rozbrat z instrumentem okazał się brakiem nie do nadrobienia.
Od 1952 r. Mieczysław Tomaszewski jest związany z Krakowem. Do 1988 r. kierował Polskim Wydawnictwem Muzycznym, łącząc tę pracę z działalnością naukową, pedagogiczną, popularyzatorską. Już na zawsze został „panem od Chopina”.

Od lewej: Mieczysław Tomaszewski, Wanda Tomaszewska, Krzysztof Penderecki, Zygmunt Mycielski, Elżbieta Penderecka z dziećmi Dominiką i Łukaszem. Baranów Sandomierski, 1979.
Nie zapomina jednak też o swoich „przyjaciołach-roślinach”. Spacerując z Krzysztofem Pendereckim po założonym przez kompozytora pięknym parku dendrologicznym, rozmawiają po łacinie.
- Uważam, że łacińskie nazwy roślin są o wiele ładniejsze niż polskie. Czy taka na przykład „Solidago virgaurea” nie brzmi piękniej niż rodzima „prosiana włoć pospolita?” – pyta profesor.
Na Klinach-Zaciszu Mieczysław Tomaszewski mieszka od ośmiu lat, przeprowadzając się tu z Grzegórzek.
- Znalazłem się w tym miejscu dość przypadkowo, za namową dzieci. Przyjechałem, zobaczyłem i od razu wiedziałem, że chcę tu mieszkać. Czuję się na Klinach cudownie, trochę jak w małym miasteczku. Dużo zieleni, cisza… No, prawie zawsze jest cicho…
Rośliny na Klinach?
- Niestety banalne, raczej nie trafię tutaj na nic, czego bym nie znał…
Ciekawiej jest w okolicach Szczawy, gdzie profesor ma malowniczo położony dom.
- Penderecki zawsze wzdycha, że u siebie, w Lusławicach, takich widoków nie ma… - mówi żona Mieczysława Tomaszewskiego, Wanda.
W Szczawie, razem z rodziną (pięcioro dzieci, 4 wnuki, 4 prawnuki), spędzają czas od czerwca do października oraz wszystkie święta. Zawsze jednak wracają na Kliny…
*
„Zawdzięczamy Ci wszystko. Ty formowałeś nasze umysły, serca, dusze” – napisali wychowankowie profesora z Akademii Muzycznej w Krakowie w jubileuszowej księdze pt. „Muzyka w kontekście kultury. Studia dedykowane Profesorowi Mieczysławowi Tomaszewskiemu w osiemdziesięciolecie urodzin”. Co napiszą z okazji jego urodzin dziewięćdziesiątych i setnych?
Adam Rymont
(XI/2010)

