Plakat, czyli sztuka obrazu
Mieszkańcy
„Plakaty Górowskiego przysparzają sławy jego nazwisku. Tym niemniej zaszufladkowanie Górowskiego jako plakacisty degraduje jego samego i jego dzieło. Nawet plakatów Górowskiego nie zamierzam ujmować jako plakatów. Plakat jest tylko narzędziem jednorazowego użytku, przemija jak stara gazeta. Natomiast plakaty Górowskiego nie tylko dają się oglądać jako obrazy, lecz co więcej z ich obrazowością zbiega się ich wielkość. Dzięki niej sięgają sfery sztuki. O ileż im bliżej do malarstwa niż do instrumentu reklamy czy komunikacji wizualnej!”. To słowa Janusza Krupińskiego z wydanego w 2004 r. pięknego albumu pt. „Mieczysław Górowski. Plakaty 1968-2003″.
Prof. Mieczysław Górowski w swoim domu na Klinach
Profesor Mieczysław Górowski, artysta od lat związany z krakowską Akademią Sztuk Pięknych, jeden z najwybitniejszych twórców plakatu w Polsce, człowiek o fascynującej osobowości, od ponad 10 lat jest mieszkańcem Klinów. Jak i dlaczego tu trafił?
- Pochodzę z Pogórza Sądeckiego. Natura ciągnie mnie na wieś, miejski zgiełk – oszałamia i przeraża. Dlatego zawsze marzyłem, by pracując w Krakowie, nie zrywając z miejscowym środowiskiem kulturowym, mieszkać poza miastem – wyznaje prof. Górowski.
Mnóstwo czasu spędził, jeszcze w okresie PRL, poszukując dworku położonego na wsi, ale jednak blisko Krakowa. Bezskutecznie. Przerzucił się zatem na stare chałupy. Miał nawet taką jedną upatrzoną, wspaniałą, modrzewiową. W Rabce. Tak mu się spodobała, że zapomniał, iż to trochę daleko. Niestety, mimo wielu starań, nie udało się jej odkupić od dotychczasowej właścicielki. Wtedy zainteresował się peryferiami Krakowa.
- Zawsze najbardziej lubiłem południową część miasta, może dlatego, że stąd mam najbliżej do rodzinnej Miłkowej – mówi profesor. – Pewnego dnia znalazłem w gazecie ogłoszenie dewelopera, który budował na Klinach domy w zabudowie szeregowej.
Przyjechał, porozmawiał, rozejrzał się i… postanowił tu pozostać. Na budowie swojego domu bywał niemal codziennie. Pilnował każdego szczegółu. Dlatego dzisiaj, jak twierdzi, nie może narzekać na jakość murów, drzwi, czy parkietów. Czy nie żałuje decyzji sprzed 10 lat?
- Oczywiście, że nie żałuję. To naprawdę piękna okolica. Proszę sobie wyobrazić, że pod rosnący przed naszymi oknami dąb wielokrotnie przychodził dzik! Zresztą dziki nadal tu widuję. A to wieczorne rechotanie żab… Szkoda tylko, że w ostatnich latach charakter tego łagodnie opadającego na południe zbocza zaczęła psuć zabudowa wielorodzinna.
Mieczysław Górowski zamierzał zostać architektem. Po maturze w Liceum Plastycznym w Tarnowie zdawał na dwie uczelnie: architekturę na Politechnice Krakowskiej i architekturę wnętrz w Akademii Sztuk Pięknych. O jego życiowej drodze zdecydował los – na ASP został przyjęty wcześniej, więc ze studiów na PK zrezygnował. Nadal drzemie w nim jednak dusza architekta, dlatego wciąż nie może pogodzić się z „inwazją bloków”, niektóre z nich nazywa wręcz „architekturą więzienną”. Przed paru laty zaangażował się w kampanię przeciwko planom budowy na Klinach budynków socjalnych, która zmobilizowała wielu znamienitych mieszkańców. Pod protestem, skierowanym do władz miasta, podpisał się m.in. Stanisław Lem.
Na szczęście różnorodne zainteresowania i działalność społeczna nie przeszkadzają Mieczysławowi Górowskiemu w pracy artystycznej. Ma bardzo wiele zamówień na plakaty. 200-lecie urodzin Fryderyka Chopina, upamiętnienie zmarłego wybitnego japońskiego plakacisty Fukudy, kongresy medyczne, spektakl Andrzeja Seweryna „Wyobraźcie sobie…” z kompilacją tekstów ze sztuk Williama Szekspira – to tematy najnowszych dzieł profesora. W planach, spisanych na dużej kartce, są m.in. plakaty na kolejne sympozja medyków, przyszłoroczny kongres socjologów, organizowany przez Uniwersytet Jagielloński , plakat propagujący akcję „Pola nadziei”. Z własnej inicjatywy artysta przygotowuje plakat antynarkotykowy „Pierwsza za darmo” („First gratis”).
Mieczysław Górowski uprawia również, jak sam to żartobliwie określa, „sztukę barterową”. Projektuje plakaty dla zaprzyjaźnionych artystów, a oni odwdzięczają mu się własnymi dziełami. Owocem tej wymiany jest na przykład rzeźba autorstwa prof. Bogusza Salwińskiego – odlany w brązie wizerunek głowy artysty z Klinów, który został zaprezentowany podczas wernisażu autorskiej wystawy prac Mieczysława Górowskiego w Galerii Sztuki „Grodzka”. Tamże słynny gitarzysta Jan Oberbek wykonał utwór specjalnie skomponowany na tę okazję, również w ramach „barteru”.
Prof. Górowski nie zapomina o swoich korzeniach. Jest znawcą, miłośnikiem i kolekcjonerem sztuki ludowej. Zamiłowanie do regionalizmu, ludowej obyczajowości jest pochodną wciąż żywych wspomnień z dzieciństwa. Wielką pasją, podobnie jak malarstwo.
- Każdą wolną chwilę wykorzystuję, by malować. W końcu zawsze chciałem być malarzem… - wyznaje artysta.
I nim jest, by przypomnieć jeszcze raz przytoczone na wstępie słowa Janusza Krupińskiego.
Adam Rymont
(Nr 1/2009/2010)




