Sokół na firance
Artysta estradowy, kabareciarz, autor tekstów, reżyser, konferansjer; mówi o sobie, że jest zawodowym kierowcą, bo rocznie przejeżdża około 80 tys. km. Prowadził „Maraton uśmiechu” w TVN. Urodził się w Nowej Hucie, z żoną i synkiem mieszka na Klinach-Zaciszu. O kabaretach, ptakach, pętli autobusowej i motoryzacji rozmawiamy z Adamem Małczykiem z Formacji Chatelet.
Spotykamy się w „Sztamce”, przy kawie serwowanej przez właścicielkę klubu. Zaczynamy rozmawiać, kiedy do kawiarni wchodzi klientka:
- Przepraszam, że przerywam, ale muszę panu powiedzieć, że bardzo lubię wasz kabaret, jesteście świetni, a moja sześcioletnia córka was uwielbia, woli kabaret od bajki!
- To było ustawione? – dopytuje się żartobliwie mój rozmówca.
Później naszej rozmowie przysłuchują się trzy osoby, każda niby pogrążona we własnej pracy, ale co jakiś czas parskająca cichym śmiechem.
Adam Małczyk teatrem interesował się od czasów licealnych.
- Zawsze bliski był mi teatr w stylu scheafferowskim. Z kolegami z XVI LO wygraliśmy krakowskie teatralia, wystawiając sztukę „Scenariusz dla trzech aktorów”. Byliśmy już po maturze, gdy odszukał nas Krzysztof Niedźwiedzki, polonista uczący w naszym liceum i zaproponował stworzenie zespołu teatralnego. To był rok 1996. Premiera naszego pierwszego spektaklu odbyła się w 1997 r. w nieistniejącej już dziś kawiarni „Jagiellońska”, a na wiosnę tamtego roku zdobyliśmy Grand Prix na festiwalu PaKA, na który trafiliśmy w ostatniej chwili, po terminie zgłoszeń, z Wieczoru Ostatniej Szansy. Nasz program był odjechany i absurdalny, zupełnie inny niż wszystkie pokazane wtedy kabarety. Być może dlatego wygraliśmy.
Od tamtej pory minęło 15 lat. Formacja Chatelet, nazywana „pierwszym męskim czworokątem”, zmieniła się w trójkąt: Adam Grzanka, Adam Małczyk i Michał Pałubski. Od niedawna Chatelet prezentuje nowy program FOCH, w którym grają Małczyk i Pałubski. Czym zajmuje się Adam Małczyk, gdy nie występuje na scenie?
- Piszę, 95 proc. naszych tekstów jest mojego autorstwa. Ostatnio dostałem propozycję, by przerobić na bajkę dla dzieci legendę świętokrzyską, będziemy też nagrywać program dla telewizji „n”.
Chatelet słynie z improwizacji.
- Formacja powstała z założeniem, że mamy napisaną tylko część skeczu, resztę gramy na gorąco. Czasem skecz obrasta improwizacjami jak drzewo hubą i np. numer „Pointa” po dwóch latach grania stał się czystą improwizacją, z pierwotnego tekstu zostały tylko ramy.
Co śmieszy Adama Małczyka?
- Różne życiowe sytuacje, często takie, których nie da się przełożyć na scenę: robotnicy na budowie, ktoś w tramwaju. Ostatnio bardzo śmieszą mnie dzieci, obserwuję z przyjemnością mojego trzyletniego syna, lubię śmiać się z niego i razem z nim.
Które kabarety lubi i ceni?
- Prywatnie bardzo lubię kabaret Nowaki, Kabaret Moralnego Niepokoju, Łowcy.B, Limo. Kiedyś kabaretów było stosunkowo niewiele, wszyscy dobrze się znaliśmy, natomiast w ostatnich latach powstało mnóstwo młodych grup. Zmieniło się też nastawienie: kiedy my zaczynaliśmy, liczyła się dla nas przede wszystkim zabawa i frajda, pieniądze przyszły z czasem; teraz młodzi chcą zarabiać, chcą z tego żyć.
Jakie są jego pasje?
- Przede wszystkim motoryzacja. Uwielbiam samochody! Gdybym mógł, wydawałbym pieniądze na stare samochody, moim marzeniem jest kupić sobie lotusa. Moje subaru ma około 340 koni, nie wiem dokładnie, bo po ostatnich modyfikacjach nie byłem z nim jeszcze na hamowni. Potrafię spędzić 2-3 godziny przeglądając w Internecie strony o motoryzacji.
Adam Małczyk urodził się w Nowej Hucie, spędził tam 28 lat.
- Bardzo lubię Nową Hutę, tam mieszkają moi rodzice, znajomi, a Nowohuckie Centrum Kultury od lat udostępnia nam salę na próby.

Jak to się stało, że zamieszkał na drugim krańcu miasta?
- Właściwie był to przypadek. Bardzo chciałem mieszkać w centrum Krakowa, żeby było blisko na imprezy, koniecznie w kamienicy, oglądałem różne mieszkania, aż raz trafiłem na ogłoszenie o mieszkaniach na osiedlu Pod Fortem. Przyjechałem obejrzeć. Cisza, spokój, zielono… Szukałem miejskiego zgiełku, a ostatecznie wylądowałem w tej cichej okolicy. To było 9 lat temu: na łąkach pasły się owce, pod oknami przechadzały się dziki. Dwa razy wleciały nam do mieszkania ptaki. Pierwszy raz sokół, usiadł na firance i siedzi. Nie wiedziałem co robić, ale na szczęście odczepił się od firanki i odleciał. Innym razem jestem sam w domu, śpię przy otwartych drzwiach balkonowych i nagle mi się śni, że na mojej twarzy siedzi gołąb. Otwieram oko… Naprawdę siedzi mi na czole!
Co Adam Małczyk ceni na Klinach? Jakie są jego ulubione miejsca?
- Z Klinów jest blisko do wyjazdu z miasta, bardzo mi to odpowiadało, kiedy dużo jeździłem w góry. Był czas, gdy intensywnie eksplorowałem forty, szkoda, że są tak zaniedbane, to mogłaby być prawdziwa atrakcja. Lubię park Maćka i Doroty. Fajne jest miejsce, w którym spontanicznie skupia się życie osiedla: pętla MPK, gdzie między kursami autobusu ludzie jeżdżą na rowerach albo na rolkach, sam przychodzę tam na rower z moim synkiem. Na Klinach świetny jest ten niepowtarzalny klimat małego osiedla, wszyscy się znamy: pan Gabriel z warzywniaka, panie z apteki – idzie się do nich jak do znajomych.
Czego brakuje na Klinach?
- Szkoda, że nie ma tu miejsca, gdzie można by posiedzieć wieczorem, spotkać się z kimś, napić piwa. Fajnie byłoby, gdyby była tu kawiarnia, połączona np. z galerią, brak takich miejsc jest bolączką osiedli-sypialni. Na Klinach-Zaciszu przydałaby się szkoła, to ważne, by dzieci miały do niej blisko.
Gdzie w najbliższym czasie można będzie zobaczyć Adama Małczyka?
- Mamy zaplanowane występy w różnych miastach, a jesienią będziemy w krakowskiej Rotundzie. Telewizja powtarza nasze programy w nieskończoność, więc często można nas zobaczyć na małym ekranie, ale proszę nie ulegać złudzeniu, że ciągle gramy to samo.
Adam Małczyk wyznał, że rozważa powrót do starej części Nowej Huty, tylko nie może tam znaleźć odpowiednio dużego mieszkania.
Życząc Sąsiadowi wszystkiego najlepszego jednocześnie mamy nadzieję, że będzie szukał jeszcze długo.
Dorota Smoleń
Fot. z archiwum Adama Małczyka

